Aktualności

[WYWIAD] Natalia Pakulska: Zagram tak, jakby to był mój ostatni mecz

Aktualności17.06.2019 
– Po przegranej walce o mistrzostwo Polski z Górnikiem Łęczna jesteśmy bardzo zdeterminowane, żeby podnieść Puchar Polski. Nie chcemy zakończyć, tak udanego dla nas, sezonu bez żadnego trofeum – mówi w rozmowie z Łączy nas piłka pomocniczka Medyka Konin Natalia Pakulska, dla której to może być… ostatni mecz w karierze.

Kto jest faworytem finału Pucharu Polski? Medyk przegrał decydującą walkę o mistrzostwo, ale Czarne w tym sezonie ani razu was nie pokonały.

Ciężko stwierdzić. Biorąc pod uwagę cały sezon, to my grałyśmy najrówniej ze wszystkich drużyn. W dodatku po przegranej walce o mistrzostwo Polski z Górnikiem Łęczna jesteśmy bardzo zdeterminowane, żeby podnieść puchar. Nie chcemy zakończyć, tak udanego dla nas, sezonu bez żadnego trofeum.

Wciąż kipi w was złość po porażce w lidze? Byłyście bardzo blisko złota.

Przez pierwsze dni faktycznie dudniła w nas złość. Tym bardziej, że przed meczem w Łęcznej mówiłyśmy sobie, że poprzednie dobre wyniki nie mają żadnego znaczenia, bo liczy się tylko ten jeden mecz, który zdecyduje o mistrzostwie Polski. Nie wiem, co się stało, że przegrałyśmy 0:2. Do tej pory nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Byłyśmy przecież w lepszej sytuacji, miałyśmy dwa punkty przewagi i wystarczył nam do mistrzostwa remis. Ale nie zagrałyśmy tak, jak w poprzednich meczach. Nie byłyśmy takie waleczne i zdeterminowane do tego, że to my chcemy zdobyć złoto. Gdybyśmy w pierwszej połowie wykorzystały sytuacje, to ten mecz mógłby się inaczej zakończyć. Niestety to Łęczna swoje sytuacje wykorzystała, a my tego nie potrafiłyśmy. Teraz nie ma co gdybać. Gratuluje Górnikowi, bo tym meczem w pełni zasłużył sobie na to mistrzostwo.

To Medyk jest jednak rewelacją tego sezonu. Jaka jest tajemnica waszej szatni, że zespół, na który absolutnie nikt nie stawiał został wicemistrzem Polski i zagra o Puchar Polski?

Po zmianach kadrowych, do jakich doszło w poprzednim sezonie, potrzebowałyśmy czasu, żeby zbliżyć się do siebie jako zespół. Poprawiła się atmosfera. Zaczęłyśmy nawzajem sobie pomagać, rozmawiać więcej ze sobą, a zwłaszcza poprawiła się komunikacja z Amerykankami, co wcześniej stanowiło sporą barierę. Do tego po pierwszych dwóch słabszych meczach Łęcznej, gdy zaczął się ich kryzys, uwierzyłyśmy, że jeszcze możemy ten sezon uratować. Uwierzyłyśmy też w siebie i w swoje umiejętności. Zrozumiałyśmy, że nie powinnyśmy mieć kompleksów. Na pewno też zjednoczyło nas to, że już na starcie sezonu zostałyśmy skreślone. Mówiono, że nawet nie będziemy walczyć o medal. Chciałyśmy więc tym wszystkim krytykom zamknąć usta i pokazać, że Medyk wciąż jest wielką drużyną.

Wiele zawodniczek odeszło z Medyka, a Ty od 15 lat jesteś wierna swojemu klubowi. Nigdy nie kusiło cię, żeby spróbować swoich sił gdzie indziej?

Miałam przez te lata wiele propozycji. Nawet możliwość transferu do Fiorentiny w czasie, gdy wyjeżdżały do Włoch Ola Sikora i Kasia Daleszczyk, ale niestety gdy byłam zainteresowana, to pechowo zerwałam więzadła w kolanie. Właśnie wtedy, gdy zaczęłam poważnie myśleć o tym, że mogę pograć na wyższym poziomie. Niestety zdrowie mi na to nie pozwoliło. Propozycje z innych polskich klubów tak naprawdę mnie nigdy nie interesowały, bo nie widziałam w tym sensu. Zbyt dużo zawdzięczam Medykowi Konin. Nie wiem, co by było ze mną, gdybym nie zdecydowała się przyjść do tego klubu w wieku 14 lat. W domu się nie przelewało, a dzięki temu, że się mną tutaj zaopiekowano, skończyłam szkołę, studia i jestem trenerem. Z Medykiem wygrałam w Polsce wszystko, grałam też prestiżowe mecze w Lidze Mistrzyń i zwiedziłam mnóstwo krajów. Jestem za to wszystko wdzięczna. W Koninie mieszkam przez połowę swojego życia i ciężko byłoby mi się stąd wyrwać, bo tak naprawdę tu jest moja druga rodzina. Ale to nie tylko ja się tak przywiązałam do Medyka, bo też Ania Gawrońska czy nawet Natalia Chudzik, która grała co prawda w Unii Racibórz i Górniku Łęczna, ale jednak tu spędziła większość swojego życia.

Jak istotne było to, że Medyk daje możliwość łączenia gry w piłkę ze stawianiem pierwszych kroków w roli trenerki w klubowej akademii? Nie zarabiacie tyle co piłkarze, więc musicie zabezpieczyć swoją przyszłość, bo kontuzja szybko może zniweczyć plany.

Jeśli któraś z zawodniczek w Polsce myśli, że z gry w piłkę będzie mogła się utrzymać, to przestrzegam, że jest w wielkim błędzie. Grając w Ekstralidze jest to w zasadzie niemożliwe, dlatego priorytetem powinna być nauka, nauka i jeszcze raz nauka. Trzeba myśleć o skończeniu studiów i zabezpieczeniu swojej przyszłości, bo kariera nie trwa wiecznie. Bardzo się cieszę, że w Medyku dostałam szansę być nauczycielem i trenerem. Pracuję z młodymi piłkarkami w szkole, w której sama zresztą się uczyłam i zdobywam doświadczenie trenerskie. Na razie nie jest ono zbyt wielkie, ale już mam pierwsze sukcesiki, bo za tydzień mój zespół będzie grał baraż o awans do II ligi. Dlatego nawet jeśli miałabym skończyć grać w piłkę w Medyku, to chciałabym tutaj zostać w roli trenerki.

Podobno jesteś bardzo wymagająca dla swoich piłkarek i trzymasz rygor w szatni.

Może nie rygor, bo nie jestem jakimś tyranem. Chciałabym po prostu, żeby dziewczyny były trenowane tak, jak ja kiedyś nie byłam. Dlatego trzymam rękę na pulsie jeśli chodzi o zaangażowanie w trening i zachowanie poza boiskiem. Oczekuję, że dziewczyny przychodząc do Medyka będą zdecydowane na granie w piłkę i świadome wyrzeczeń, z jakimi się to wiąże. Muszą wiedzieć, że ciężka praca to jedyna droga, a jeśli im się to nie podoba, to mogą odejść i zająć się w życiu czymś innym. I mogę powiedzieć, że nie musze nikogo na siłę zaciągać na trening (śmiech).

Wróćmy do finału Pucharu Polski. Kibice Medyka zadrżeli, gdy opuściłaś zgrupowanie reprezentacji Polski. Zagrasz w Łodzi?

Po tygodniu rehabilitacji czuję się coraz lepiej, ale jeszcze nie mogę powiedzieć, czy będę mogła zagrać. O tym zdecydują ostatnie godziny przed meczem. Przygotowuję się jednak do tego i zrobię wszystko, żeby zagrać, bo chcę pomóc drużynie zdobyć Puchar Polski. Bardzo żałuję, że nie mogłam wystąpić w meczu ze Słowacją. Niestety, na ostatnim spotkaniu ligowym w Łęcznej zostałam sfaulowana i znów zaczęło mnie boleć kolano, z którym zmagam się od dawna. Na szczęście to tylko sprawa przeciążeniowa, a nie coś poważnego. Sezon był bardzo długi, a ja praktycznie grałam we wszystkich meczach po 90 minut. Boli mnie tylko, gdy widzę komentarze w internecie sugerujące, że wyjechałam ze zgrupowania, żeby odpocząć przed finałem. Mogę im tylko odpowiedzieć, że nie ma nic cenniejszego niż gra w reprezentacji, a ja na to bardzo długo czekałam. Gdyby wiedzieli, ile trzeba poświęcić zdrowia, żeby po trzech poważnych operacjach kolana, dalej grać na takim poziomie, to może by tak nie pisali. Jest to przykre.

Słyszałam, że możesz nawet zakończyć karierę piłkarską. Natalia Pakulska w środę w Łodzi zagra po raz ostatni w barwach Medyka Konin?

(chwila zastanowienia) Odpowiem ci na to pytanie po meczu. To prawda, że chodzą mi takie myśli po głowie, ale tylko i wyłącznie ze względów zdrowotnych. Kolano mi doskwiera i trochę już jestem tym zmęczona. Przy tak długim sezonie z meczu na mecz czuję się coraz słabiej. Z drugiej strony wciąż dobrze sobie radzę na poziomie Ekstraligi. Dlatego nie wiem, czy jeszcze teraz będę w stanie pożegnać się z piłką, bo piłka to w zasadzie całe moje życie. Nie podjęłam jeszcze decyzji, ale w środę zagram tak, jakby to miał być mój ostatni mecz…

Rozmawiała Hanna Urbaniak
Fot. Paula Duda

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności