Aktualności

[WYWIAD] Anna Szymańska: Pretensje możemy mieć tylko do siebie

Aktualności20.06.2019 

– Musimy przeanalizować naszą grę i powiedzieć sobie prosto z mostu, w cztery oczy, jakie błędy popełniłyśmy – stwierdziła po przegranej 3:4 w finale Pucharu Polski z Medykiem Konin bramkarka Czarnych Sosnowiec, Anna Szymańska. W rozmowie z Łączy nas piłka opowiedziała też, co było przyczyną porażki, a także czy w kolejnym sezonie nadal będziemy mogli oglądać ją w barwach ekipy z Sosnowca.

Przegrałyście drugi z rzędu finał Pucharu Polski. Ta porażka może boleć, bo na boisku tak naprawdę nie byłyście gorszą drużyną.

No nie. Jeśli sprawdzilibyśmy posiadanie piłki, to myślę, że miałyśmy ją częściej. Co jednak z tego, że prowadziłyśmy grę, jeśli traciłyśmy bramki. Dziś zespół z Konina był ewidentnie skuteczniejszy, popełnił mniej błędów od nas i mogę tylko pogratulować mu wygranej. My starałyśmy się odrabiać straty, a tu bach, bramka na 4:3 dla Medyka. Możemy mieć pretensje tylko do siebie, bo nie wykorzystałyśmy klarownych sytuacji, a te się zemściły. Musimy przeanalizować naszą grę i powiedzieć sobie prosto z mostu, w cztery oczy, jakie błędy popełniłyśmy. Rok temu też przegrałyśmy i nie wiem, czego to konsekwencja. Teraz przyjdzie czas na odpoczynek i spokojną analizę. Głęboko wierzę w to, że wrócimy tu za rok i za trzecim razem uda się wygrać.

Mówisz o błędach. To one przekreśliły Waszą wygraną?

Tak naprawdę co zaczynałyśmy gonić wynik, dostawałyśmy bramkę. W przerwie powiedziałyśmy sobie dość ostre słowa. To nas zmobilizowało, zaczęłyśmy nadrabiać sytuacje, a po chwili przydarzył nam się kolejny błąd i nie byłyśmy w stanie już dogonić wyniku.

Medyk był dziś lepszą drużyną?

Nie lepszą, a skuteczniejszą. W piłce nożnej skuteczność jest najważniejsza. Jeśli jej nie ma, nie wygrywasz. Każda z nas musi powiedzieć sobie szczerze, że przez cały czas ciężko pracowała na zwycięstwo, dała z siebie wszystko. To ma wielkie znaczenie, ale kluczowe były te błędy i brak precyzji. Starałyśmy się grać i miałyśmy tę piłkę, ale liczy się piłka w siatce. Dziś drużyna z Konina wygrała zasłużenie.

Jak w ogóle podsumowałabyś ten sezon w Waszym wykonaniu?

Podobnie jak dziś, w lidze także wielką rolę odegrała skuteczność. Z Medykiem grałyśmy na styku, bo raz przegrałyśmy 0:1, a u siebie zremisowałyśmy 1:1. Z Górnikiem raz udało się wygrać, raz zanotowałyśmy porażkę. Pretensje, jak już wspomniałam, możemy mieć tylko do siebie. Sztab szkoleniowy na pewno oceni i przeanalizuje naszą grę na przestrzeni całego sezonu. Ta ocena nie należy do mnie. Wiem jedno: mamy duży niedosyt, bo np. dziś miałyśmy wygraną na wyciągnięcie ręki. Trzeba uderzyć się w pierś i podsumować, czy trzecie miejsce w lidze i bycie finalistą Pucharu Polski to to, na co zasłużyłyśmy. Trzeba jednak też pamiętać, że dojście tu wiele kosztowało. Liczę na to, że za rok zanotuję swój trzynasty występ w finale i tym razem będzie on wygrany.

Dzisiejszy finał był najlepszym, w którym grałaś?

Kibicom na pewno mogło się podobać to spotkanie, bo rzadko pada tyle goli. Najlepszym z moich finałów był chyba jednak jeszcze ten w barwach Pogoni Szczecin, gdy grałyśmy z Unią Racibórz i po rzucie karnym przegrałyśmy 0:1. Też było szkoda, ale każda porażka jest trudna do przełknięcia. Jedni wygrywają, drudzy nie. Trzeba wyciągać wnioski i iść dalej.

Patrząc na ten zakończony właśnie sezon widzisz taki moment, w którym mogło pójść Wam lepiej, a który wpłynął na dalsze losy?

Przełomowe było nasze ostatnie starcie z Górnikiem Łęczna. Wygrywałyśmy, po chwili był remis, a na końcu porażka. Gratuluję mistrzostwa drużynie z Łęcznej, bo w tym sezonie była najlepsza. Mimo że zanotowała spadek w dół, potrafiła się podnieść, co jest wielkim sukcesem. Ewidentnie zasłużyły na wygraną w Ekstralidze, ale fajne jest to, że walka o tytuł trwała do samego końca. Widać, że gra i liga się wyrównuje. W okienku transferowym na pewno zespoły się wzmocnią, co także może sprawić, że rywalizacja będzie jeszcze ciekawsza.

Mówisz o okienku transferowym. Ostatnio wiele słyszy się o tym, że możesz przenieść się za granicę. Coś jest na rzeczy?

To trudne pytanie. Nie ukrywam, że byłam na testach w Turbine Poczdam. Dostałam też propozycje z innych klubów zagranicznych. Mówiąc jednak szczerze, na tę chwilę, warunki finansowe, jakie mi zaproponowano nie dają mi takiej satysfakcji, jak bym chciała. Mam 31 lat, nie 20, więc trochę inaczej patrzę w przyszłość i inaczej chcę sobie pewne rzeczy poukładać. Zobaczymy. Do 30 czerwca jestem zawodniczką Czarnych Sosnowiec, a co będzie… tego nie wiem. Prowadzę rozmowy z różnymi klubami, ale chciałabym też jeszcze zdobyć mistrzostwo i Puchar Polski w barwach Czarnych.

Rozmawiała Aneta Galek
Fot. Paula Duda

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności