Aktualności

[PUCHAR POLSKI KOBIET] Anna Szymańska: Nie składamy broni. Mocno wierzę w tę drużynę

Aktualności29.06.2020 
Sobotni finał Pucharu Polski był jej trzynastym w karierze. Mimo że kilka razy ratowała swoją drużynę przed stratą gola, raz skapitulowała, a to przełożyło się na jednobramkową wygraną Górnika Łęczna. - Przegrywa ten, kto popełnia więcej błędów. Tym razem wygrał Górnik i z całego serca mu tego gratuluję - mówi w rozmowie z Łączy Nas Piłka bramkarka Czarnych Sosnowiec i reprezentacji Polski, Anna Szymańska.

Jesteście wkurzone?

Na pewno jest w nas sportowa złość. Miałyśmy swoje sytuacje, podobnie jak zespół z Łęcznej. Wiadomo, że przegrywa ten, kto popełnia więcej błędów. Szkoda nam tych niewykorzystanych okazji, bo ciężko pracowałyśmy, by dojść do tego miejsca. Wygrał Górnik i z całego serca gratuluję dziewczynom, bo na to zwycięstwo zasłużyły.

Ten mecz mogłyście sobie ustawić tak naprawdę już w pierwszej połowie, ale brakowało wam skuteczności. Z czego to wynikało?

Na gorąco trudno jest ocenić, czego nam w tym spotkaniu zabrakło. Natomiast na analizę przyjdzie czas. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się wydarzyło, dlaczego nie wykorzystałyśmy tych sytuacji. Dzisiaj przegrywamy, mimo że miałyśmy ten mecz pod kontrolą. Nie był to finał podobny do tego sprzed roku, czy dwóch lat, kiedy szybko traciłyśmy bramki i musiałyśmy gonić wynik. Myślę, że ten mecz mógł się podobać kibicom. Ostatecznie przegrywamy 0:1, ale mówi się trudno. Nie zamierzamy składać broni i głęboko wierzę w to, że za rok ponownie zagramy w finale Pucharu Polski.

Mówisz, że miałyście ten mecz pod kontrolą i nie sposób się z tym nie zgodzić. Do czasu gola, Górnik nie miał de facto żadnej konkretnej sytuacji.

No tak… my miałyśmy swoje okazje, bo przecież próbowały Weronika Zawistowska, Dżesika Jaszek, czy Martyna Wiankowska. Ale nie było też tak, że Górnik stał w miejscu. W dwóch akcjach udało mi się obronić strzały rywalek, w tej jednej, bramkowej, nie. Trudno. Wygrywa ten, kto ma piłkę w siatce. Dziś był to Górnik.

Dla ciebie to miał być wyjątkowy mecz, bo w finale Pucharu Polski zagrałaś po raz trzynasty. Ta „trzynastka” nie była jednak do końca szczęśliwa.

Dla mnie mimo wszystko była. Zagrałam w finale Pucharu Polski, a chyba każdy chciałby w nim wystąpić. Jestem tu po raz kolejny i wierzę, że niedługo przyjdzie występ numer 14, a ja będę biła następne rekordy. Wierzę też w tę drużynę, bo na każdym treningu poświęcamy mnóstwa zdrowia. Gratuluję nam tego, że tu dotarłyśmy. Tak, jak mówię, nie składamy broni. Myślę, że niedługo zespół się wzmocni i nasza siła będzie jeszcze większa. Musimy tylko popracować nad naszymi wadami i będzie w porządku.

Ten finał był pierwszym od kilku miesięcy meczem z udziałem publiczności. Kibice dodali wam animuszu?

Z pewnością. Bardzo dziękuję zarówno kibicom z Sosnowca, jak i Łęcznej, bo stworzyli na trybunach świetne show - aż chciało się grać! Piłce kobiecej brakuje dużej liczby fanów, ale dążymy do tego, by było ich coraz więcej, by coraz więcej osób chciało poświęcić swój czas i przyjechać dopingować swoje drużyny.

Na stadionie był obecny także prezes PZPN, Zbigniew Boniek. Co usłyszałyście podczas odbierania medali za drugie miejsce?

Gratulował nam walki. Osobiście bardzo się cieszę, że prezes był na meczu, oglądał nas w akcji. To dobry znak, że wspiera piłkę kobiecą i czym więcej będzie takich osób, tym dyscyplina będzie się prężniej rozwijała.

A co dalej z twoją karierą? Zamierzasz nadal grać w Czarnych Sosnowiec?

Trudno mi teraz odpowiedzieć na to pytanie. Na razie chciałabym odpocząć i się zresetować. Zobaczymy, co będzie później. Dla mnie ważny jest także rozwój osobisty, a przy tym nie ukrywam, że nie jestem już młodą zawodniczką. Mam oferty, a co wydarzy, przekonamy się w najbliższym czasie.

Rozmawiała Aneta Galek
Fot. Paula Duda

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności