Aktualności

Jak czytać grę? Odc. 5: „Analizą można zastąpić krytykę”

Aktualności08.05.2020 
– Obserwując mecze w poszukiwaniu inspiracji szukam schematów w ofensywie, powtarzalności, wypracowanych i określonych zachowań. Sam do prowadzonych zespołów najczęściej wprowadzałem je nie z konspektów, książek, ale własnych obserwacji i pomysłów na bazie obejrzanych spotkań – mówi Ireneusz Mamrot, były szkoleniowiec m.in. Chrobrego Głogów i Jagiellonii Białystok w piątym odcinku cyklu „Jak czytać grę?”.

Jako szkoleniowiec, Ireneusz Mamrot prowadził drużyny na niemal każdym szczeblu rozgrywkowym w Polsce. Od Polonii Trzebnica i Wulkanu Wrocław, aż do wicemistrzostwa kraju oraz finału Pucharu Polski na Stadionie Narodowym, dzięki tej ścieżce zebrał ogromne i różnorodne doświadczenie, które przełożyło się również na spojrzenie na futbol.

Jak sam przyznaje, perspektywy trenera nie da się pozbyć. – Weszło mi to w nawyk, choć chciałbym jeszcze móc spojrzeć mniej analitycznie. Nie pamiętam, kiedy oglądałem ostatni mecz wczuwając się jak kibic – przyznaje. Na czym polega to szkoleniowe spojrzenie? – Na przykład w analizie przeciwnika pierwszą rzeczą na którą zwracam uwagę, to organizacja gry, zachowania w defensywie. Nie chodzi o samo przesuwanie formacji, ale szczegóły: indywidualne zachowania taktyczne, kiedy zawodnicy wychodzą do przeciwnika, kiedy przekazują sobie krycie, kiedy wracają do strefy… Nie ukrywam jednak, że moja perspektywa się też zmieniła. Obecnie więcej skupienia poświęcam ofensywie. Po lidze polskiej widać, że trenerzy nie chcą otwierać się swoimi zespołami. Sam tak grałem z Chrobrym, gdy występowaliśmy w drugiej lidze, ale zdecydowałem się to zmienić, postawić na atak pozycyjny, kreowanie schematów w ofensywie, bo uważam, że to bardziej rozwija zawodników i mnie jako trenera – dodaje.

– Dzisiaj ważne jest, jak zawodnicy poruszają się bez piłki i między strefami. Zauważam dwie rzeczy. Po pierwsze, na poziomie Ekstraklasy piłkarze nie zawsze przyjmują piłkę w odpowiednim kierunku, nie otwierają możliwości rozegrania i kolejnym podaniem wracają do początku budowania gry. Po drugie, jest to ta rzecz, którą określa się jako skanowanie, czyli ruch głową. Oni tak grają, ponieważ nie widzą, czy mają czas na przyjęcie piłki, czy jest za nimi przeciwnik – tłumaczy. – To kwestia nawyku. Bardzo łatwo po tym poznać np. zawodników hiszpańskich, wystarczy im w treningu coś pokazać i oni to wykonują. W meczu można to dostrzec po częstotliwości wykonania ruchu głową: piłkarz z nawykiem robi to co kilka sekund, inni zapominają. To nie jest łatwy element, trudny do poprawienia. Widać, w jakim kraju się nad tym pracuje, choć teraz również w Polsce w zespołach młodzieżowych jest na to kładziony duży nacisk i tylko trzeba na tych chłopców, wychowanków poczekać.

Jednak co z samą obserwacją meczu: czy spojrzenie trenera zależy od jego filozofii? – Obserwując mecze w poszukiwaniu inspiracji szukam schematów w ofensywie, powtarzalności, wypracowanych i określonych zachowań. Sam do prowadzonych zespołów najczęściej wprowadzałem je nie z konspektów, książek, ale własnych obserwacji i pomysłów na bazie obejrzanych spotkań – mówi. Czy jednak schematyczność nie jest w przypadku zespołów chcących grać atakiem pozycyjnym bardziej wadą, niż zaletą? – Oczywiście, że to nie mogą być trzy schematy, które działają cały rok, bo rywale też analizują, podpatrują, a w Ekstraklasie to przygotowanie pod przeciwnika jest naprawdę na bardzo wysokim poziomie. Trzeba się zmieniać, dodawać coś nowego – mówi.

A jak sam obserwuje przeciwnika? – Jeden mecz to dla mnie za mało. W pierwszej obserwacji widać wiele, ale nie każde spotkanie jest takie samo. Dopiero po dwóch klaruje się obraz gry drużyny. Oczywiście na najwyższym poziomie w sztabie jest podział zadań, choć jako pierwszy trener też oglądam rywali. Później siadamy i rozmawiamy. Jest to podzielone: zachowania w defensywie, budowanie gry i przede wszystkim fazy przejściowe, jak zespół reaguje po stracie piłki… To są szczególnie ważne momenty, obecnie pada po nich sporo bramek. Wszystko jest rozbite na etapy, nie może być partyzantki, trener musi żyć takimi sprawami 24 godziny na dobę. Sam robię to w prosty sposób: gdy widzę, że dzieje się coś raz, drugi, trzeci, to rozrysowuję sobie schemat – przyznaje.

Dodaje, że styl trenera można rozpoznać po dobieraniu kluczowych zawodników. – Każdy szkoleniowiec ma inne spojrzenie: jeden chce się zabezpieczyć, grać atakiem szybkim, inny liczy na skrzydłowych lub napastnika. Ale to po charakterystyce piłkarzy w środku pola można powiedzieć najwięcej. Czy obrońca głównie stawia na twardą, agresywną grę, czy jego atutem jest wyprowadzenie piłki? Nie będę ukrywał, że jestem zwolennikiem stylu gry Barcelony, a z niej idealnym przykładem pozostaje Xavi. Pokazywałem grającym w moich drużynach zawodnikom, jak się zachowuje, że nie biega po 30-40 metrów, ale porusza się na małej przestrzeni, cały czas rusza głową i obserwuje. Tego można się nauczyć i jeśli poprawi się to o kilka procent, to od razu skorzysta zawodnik i drużyna. Dla mnie szóstka, czyli defensywny pomocnik jest bardzo ważny, ale przez to, jak operuje piłką, gra do przodu. To mój profil zawodnika: dobry technicznie, dużo widzący, odpowiednio poruszający się bez piłki. Zdarza się, że tacy piłkarze mają problem z defensywą. Coś za coś, ale taki mam pomysł na grę – podkreśla.

– W obserwacji drużyny pod kątem indywidualnym szukam zawodników, którzy mają największy wpływ na zespół. Nie trzeba być trenerem, by dostrzec np. dryblera. Tacy szybko wpadają w oko. Jednak dla mnie ważniejszy jest piłkarz, który decyduje o tym, kiedy zespół przyspiesza, a kiedy utrzymuje się przy piłce, kto kieruje najwięcej podań. Czasem jest to bramkarz, który potrafi odważnie zagrać piłkę prostopadle między przeciwnikami, pomaga wyjść drużynie spod pressingu – mówi i przypomina mecze Jagiellonii Białystok z belgijskim KAA Gent w eliminacjach Ligi Europy 2018/19. – Był tam Birger Verstraete, środkowy pomocnik od którego zależało najwięcej, choć nie miał kluczowych podań. Wszystkie akcje przechodziły przez niego, więc cały czas przekazywaliśmy zawodnikom, by odcięli go od podań.

– Oglądam nie tylko te najlepsze ligi, ale na podobnym poziomie do Ekstraklasy i widzę, że u nas pod względem organizacji gry, przygotowania trenerów naprawdę jesteśmy mocni. Trzeba jednak spoglądać wyżej, gdzie jakość jest zupełnie inna, odległości i przestrzenie na boisku jeszcze mniejsze. Rozumiem, że kibice chcą goli, dryblingów, sam stawiam na ofensywny styl gry, ataki pozycyjne. Jednak taktyka jest bardzo ważna. Od początku w historii futbolu była rozwijana, dzięki niej wygrywano ważne mecze, finały, mistrzostwa. A przecież mówi się, że piłka nożna to prosta gra. Chciałbym więc, by świadomość kibiców, obserwatorów i komentatorów rosła. Bo przecież są mecze, gdy drużyna gra dobrze, ale przegrywa i wówczas można dostrzec właśnie to: skoro stworzyli dużo sytuacji, byli lepsi, to z takim stylem jak najbardziej mają duże szanse na wygranie następnego spotkania. Analizą można zastąpić krytykę – kończy.

Trzy uwagi do zapamiętania:
- Szukaj elementów powtarzalnych w grze drużyny.
- Analizując grę zawodnika lub zespołu zastanawiaj się, dlaczego tak podejmuje konkretne decyzje.
- Analizuj mecz na chłodno, nie przez kontekst wyniku drużyny.

 

Redagował Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności