Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O ranking, zgranie i efekty Legii oraz Cracovii

Aktualności11.07.2019 
Jak ważne będą czwartkowe mecze w europejskich pucharach w kontekście rankingu ligowego? Czy odmieniona Legia wystartuje na miarę oczekiwań? Jak wypadnie Carlitos w innej roli? Czy Cracovia nagrodzi się za poprzedni sezon? Gdzie drużyna Michała Probierza odnajdzie stracone gole? Na te pytania szukamy odpowiedzi przed czwartkowymi spotkaniami eliminacji Ligi Europy.

Dlaczego każdy mecz się liczy?

Ligowy ranking UEFA prawdę ci powie, choć ta dla kibica Ekstraklasy najprzyjemniejsza nie jest. Po ostatnich słabych sezonach polskich drużyn w europejskich pucharach pozycja rozgrywek krajowych stała się naprawdę zła – obecnie to 25 miejsce. Licząc wyłącznie osiągnięcia z poprzedniego roku w eliminacjach Ligi Mistrzów i Europy, to jest ona nawet gorsza – 35 pozycja oznacza, że polskie kluby ugrały mniej punktów rankingowych od drużyn m.in. litewskich, luksemburskich i kosowskich.

Efektu na razie nie widzimy, bo nadal mamy cztery drużyny, które startują w europejskich pucharach, ale regres w ciągu trzech lat jest w rankingu bardzo łatwo zauważalny – z końcówki drugiej dziesiątki (18 pozycja) Ekstraklasa jest już bliżej wypadnięcia poza czołową trzydziestkę. Dlatego tak ważne będą już wyniki polskich zespołów w początkowych rundach europejskich pucharów.

Spójrzmy: w poprzednim sezonie eliminacji Ligi Europy przedstawiciele Polski wygrali ledwie cztery z 16 spotkań, w połowie przegrywając. W efekcie do ostatniej rundy kwalifikacji nie dotrwał nikt. W przypadku drogi Legii Warszawa do Ligi Mistrzów bilans wcale nie był lepszy: dwa zwycięstwa w czterech meczach.

Teraz ten ranking trzeba zdecydowanie poprawić, by w kolejnych latach ten fatalny sezon nie odbijał się czkawką – za bardzo.

Jaki będzie nowy start Legii?

Jeśli oceniać na bazie sparingu z Pogonią Siedlce, który był ostatnim sprawdzianem przed początkiem sezonu wicemistrzów Polski – jest czego wyczekiwać. Jednak Aleksandar Vuković, szkoleniowiec warszawskiej drużyny, słusznie przestrzegał przed przecenianiem tej towarzyskiej wygranej, choć jej rozmiar (6:0) oraz styl zadowoliły kibiców Legii. – To nie jest wyznacznik. Za ten mocniejszy trening mogę zespół pochwalić. Przede wszystkim próbowaliśmy grać tak, jak chcemy. Ale na oceny jeszcze przyjdzie czas – mówił.

Ten czas ocen przyjdzie bardzo szybko, bo już w czwartek przeciwko Europa FC. To tam, na kameralnym stadionie, na twardej i zupełnie innej od naturalnej nawierzchni piłkarze Legii będą musieli pokazać podobną pazerność na bramki oraz jakość w ofensywie. – Najpierw poszukajmy dobrej gry i zwycięstwa. W przypadku trenerów to istotne, by za daleko w przyszłość nie wybiegać, bo może ona wtedy nie być wesoła. Wiem czego drużyna potrzebuje. Robię wszystko, by zminimalizować szanse na niepowodzenie i maksymalizować szanse na sukces – zaznaczał w weekend.

Większą niewiadomą od potencjału zespołu jest właśnie to, czy czas jest w przypadku Legii jej sprzymierzeńcem, czy przeciwnikiem. Na ile udało się zgrać zespół z nowymi „komponentami”, czyli piłkarzami sprowadzonymi latem lub tymi, którzy wrócili do kadry? Czy „świeżość” tych wszystkich boiskowych relacji będzie elementem zaskoczenia dla przeciwników? Na pewno to od czwartku Legia rozpocznie odpowiadać na pierwsze ze stawianych przed nowym sezonem pytań.

Jak wypadnie powrót do starej roli Carlitosa?

Grając jeszcze w Wiśle Kraków hiszpański piłkarz miał pełną swobodę: w zasadzie cała ofensywa „Białej Gwiazdy” opierała się na tym, by piłkę przekazać Carlitosowi i liczeniu na tym, że coś stworzy. W Legii Warszawa jego efektywność była niższa, bo w lepszej drużynie było więcej zawodników chcących mieć swój udział. Nie był to zły jego sezon – w ligowej klasyfikacji kanadyjskiej zajął drugie miejsce (22 punkty), był też najlepszym strzelcem zespołu (16 goli).

Sparing z Pogonią Siedlce pokazał, że grając niżej może być równie efektywny – strzelił dwa gole, zaliczył kilka kluczowych podań i asystę do Arvydasa Novikovasa. W poprzednich meczach towarzyskich to się potwierdzało: przeciwko Universitatea miał bramkę oraz asystę, z Viktorią Plzen cztery kluczowe podania. Co ważne, jego trener od razu wprost mówił i ustawiał go na pozycji „dziesiątki”, a więc rozgrywającego, zostawiając miejsce w ataku innym. To właśnie między liniami i z większą swobodą Hiszpan może poprawić swoje liczby. O ile oczywiście w Legii zostanie na dłużej niż tylko początek sezonu i pierwsze rundy eliminacji Ligi Europy.

Jak wypadnie podsumowanie pracy Michała Probierza?

Jeśli Cracovia będzie wygrywała w Lidze Europy i dotrwa do trzeciej rundy eliminacyjnej, to Michał Probierz będzie świętował trzynastą rocznicę swojej kariery szkoleniowej właśnie w pucharach. Jednak wśród prawie 350 meczów, które prowadził jest tylko osiem w eliminacjach Ligi Europy. Na razie jego bilans jest równy: trzy spotkania wygrane, trzy przegrane i do tego dwa remisy. Ale ostatni raz zespół w pucharach prowadził w sezonie 2015/16.

– To dla nas bardzo dobre podsumowanie pracy, wykonanej przez dwa lata. Kiedy przychodziłem do Cracovii, mówiłem, że chcemy o coś powalczyć. Nie udało się nam zdobyć medalu, lecz gramy w europejskich pucharach i chcemy pokazać się w nich z dobrej strony – przyznawał szkoleniowiec przed czwartkowym meczem na Słowacji.

Na pewno rywal nie będzie łatwy. – Czeka nas bardzo trudny pojedynek. Wydaje się, że to najsilniejsza para ze wszystkich, które mieliśmy dostępne do wylosowania. DAC to pierwsza przeszkoda, która pokaże nam, w jakim miejscu jesteśmy. Musimy być bardzo czujni. Jesteśmy dobrze przygotowani, również na to, że jest to miejsce, w którym mocno dopinguje się swoją drużynę od samego początku – zapewniał Probierz.

Potwierdził on tym samym, że europejskie puchary będą weryfikacją jego dotychczasowej pracy w Cracovii. Cztery ostatnie mecze towarzyskie zespół Probierza przegrał, ale mecz z DAC to zupełnie inne wyzwanie oraz wymagania. Świadomość tego w krakowskiej drużynie zdaje się być, co jest już krokiem we właściwą stronę – czyli do kolejnej rundy.

Gdzie Cracovia znajdzie gole?

Nie ma już Airama Cabrery, nie ma Javiego Hernandeza. Wraz z ich nieobecnością Cracovia straciła ponad połowę bramek, które zdobyła w poprzednim sezonie. W klasyfikacji kanadyjskiej zajmowali również dwa pierwsze miejsca, trzeci był Mateusz Wdowiak – pięć punktów za hiszpańskim pomocnikiem i dziewięć za napastnikiem.

Hiszpanów zastąpili Rubio, czyli brat Carlitosa, który został sprowadzony z CD Alcoyano oraz Rafael Lopes, Portugalczyk z Boavisty. Jednak ich dorobek bramkowy – pomimo gry w ofensywie – nie powala na kolana. Pierwszy w swoim najlepszym sezonie ligowym strzelił dziesięć goli i to trzy lata temu. Drugi również osiągnął takie maksimum, ale jeszcze dawniej, bo w rozgrywkach 2010/11.

W sparingu z Dinamem Zagrzeb pod koniec czerwca gola strzelił pomocnik z Holandii, czyli Pelle van Amersfoort, który w poprzednim sezonie występował w Heerenveen. Wysoki, często wchodzący w pole karne zawodnik drugiej linii – to on zdaje się być zastępstwem Hernandeza. Co ważne, Hiszpan właśnie u Michała Probierza zaliczył swój najlepszy „strzelecki” sezon w karierze. Niewykluczone, że podobnie będzie z jednym z nowych piłkarzy – a wtedy będzie jasne, że Cracovia nie popełniła błędu.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności