Aktualności

Kobieca Ekstraliga może wznowić rozgrywki. „Trwają konsultacje z klubami”

Aktualności13.05.2020 
Drużyny Ekstraligi kobiet wciąż czekają na informację w kwestii kontynuacji bądź zakończenia sezonu. Ta będzie też zależeć od nich samych i od sytuacji, w jakiej się znajdują. – U nas nie ma problemów z treningami czy dostępem do obiektów sportowych. Wiemy jednak, że są zespoły, które z takimi kłopotami się borykają. Domyślam się, że im byłoby bardzo ciężko szybko wrócić do gry – zauważa Natasza Górnicka, kapitan lidera rozgrywek, Górnika Łęczna.

Na wtorkowym posiedzeniu Zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej podjął decyzję o odroczeniu do 24 maja decyzji w sprawie ewentualnej kontynuacji sezonu Ekstraligi. Ruch ten pozwala mieć nadzieję na to, że rozgrywki mogą zostać dokończone. Jak podkreśla prezes PZPN Zbigniew Boniek, federacja opóźniła decyzję, aby zbadać, czy istnieją ku temu realne możliwości oraz jak zapatrują się na to same kluby. – Polski Związek Piłki Nożnej w zaistniałej sytuacji pandemii konsekwentnie stara się przywrócić polski futbol do stanu normalności. Chcielibyśmy wznowić rozgrywki Ekstraligi. Jesteśmy na etapie konsultacji takiej decyzji z klubami. To, jak nas uczy doświadczenie, skomplikowana operacja logistyczno-medyczna i wymaga też czasu. Z pewnością nasza federacja nie wycofuje się natomiast z programu dofinansowania futbolu kobiecego w Polsce. Ten program realizujemy, wierząc w końcowy sukces – zapewnia prezes PZPN.

Przypomnijmy, że do rozegrania pozostało wciąż aż dziesięć kolejek oraz Puchar Polski, który zatrzymał się na etapie półfinałów, do których awans wywalczyli Górnik Łęczna, Czarni Sosnowiec, TME GROT SMS Łódź oraz KKP Bydgoszcz. W ligowej tabeli prowadzi Górnik Łęczna z dziewięciopunktową przewagą nad Medykiem Konin i Czarnymi Sosnowiec.

W klubach oczekiwanie

– Z niecierpliwością czekamy na decyzję. Wydaje mi się, że jeśli jeszcze nie została podjęta, to wszystko zależeć będzie od decyzji rządu i to one będą miały największy wpływ na to, czy wrócimy na boisko czy też nie. My ćwiczymy aktualnie w grupach sześcioosobowych. Trenujemy tak ciężko, jakby sezon miał wrócić – mówi kapitan Górnika Łęczna, Natasza Górnicka.

Czy ona, jak i jej klub, chcieliby w ogóle wrócić do gry? – Trudno powiedzieć. My nie mamy problemów z treningami czy dostępem do obiektów sportowych. Są jednak drużyny, o których wiemy, że wcześniej nie miały po prostu możliwości treningu na miejskich obiektach, bo te były przecież zamknięte. Domyślam się, że bardzo ciężko byłoby im szybko wrócić do gry. Taka sytuacja na pewno nie wpłynęłaby na sprawiedliwe rozstrzygnięcia – dodaje Górnicka.

– Po wtorkowej decyzji nie jesteśmy zbyt zadowoleni, bo liczyliśmy na to, że już teraz dowiemy się, czy będziemy grać, czy nie. Mimo to w sześcioosobowych grupach nadal przygotowujemy się do wznowienia rozgrywek. Mamy cztery, pięć treningów tygodniowo, byśmy w każdej chwili mogli wrócić do rozgrywania spotkań. Finansowo także jesteśmy zabezpieczeni i jeśli dostaniemy sygnał, będziemy grać – przyznaje zaś Sebastian Stemplewski, trener Czarnych Sosnowiec.

Jak na razie z drużyną z Sosnowca nie może pracować tylko jedna zawodniczka. Chodzi o Andreę Horvathovą, która po powrocie ze Słowacji do Polski przebywa na kwarantannie. – Gdy trenowaliśmy zdalnie, łączyła się z nami online ze Słowacji i pracowała indywidualnie. Teraz jest podobnie, mimo że jest już w Polsce. Andrea wykonuje w domu wszystkie zalecone treningi – precyzuje Stemplewski.

Z kolei treningów, nawet w małych grupach, nie rozpoczął jeszcze GKS Katowice. – Wznawiamy je w poniedziałek. Wynika to z tego, że czekaliśmy na informację w kwestii rozgrywek. Przełożenie jej nie jest zadowalające, ale chyba każdy też rozumie, że to nie jest łatwa decyzja i wiąże się z wieloma pytaniami – zaznacza trener „GieKSy” Witold Zając. – W związku z wytycznymi i obostrzeniami uznaliśmy, że zajęcia i tak sprowadzają się praktycznie do treningu indywidualnego, tyle że w małej grupie. Zdecydowaliśmy więc, że nie ma sensu ściągać dziewczyn z całej Polski i nie tylko, gdy mogą robić praktycznie to samo w domu. Mamy do nich pełne zaufanie i jesteśmy przekonani, że zawodniczki to realizują – tłumaczy szkoleniowiec szóstej drużyny Ekstraligi.

GKS nie byłby w stanie na razie skompletować zespołu, bo w Czarnogórze nadal przebywa Nadia Stanovic, a na Słowacji Dominika Sykorova.

Uczelnie „zamrożone”

Do zajęć nie wróciły także kluby akademickie, czyli AZS UJ Kraków i AZS PWSZ Wałbrzych, które zmagają się z jeszcze innymi problemami niż wspomniane Czarne Sosnowiec czy GKS Katowice.

– Uniwersytet Jagielloński zdecydował, że z racji tego, iż w planach nie ma terminu wznowienia jakichkolwiek rozgrywek uczelnianych, wszyscy pracownicy, wszystkie drużyny i cały sport w UJ jest „zamrożony” do końcówki czerwca. Skupiamy się więc na treningach indywidualnych, tym bardziej że nie mamy własnego boiska ani możliwości jego wynajęcia – mówi trener Jagiellonek, Krzysztof Krok.

– Cały czas czekaliśmy na decyzję, co dalej z rozgrywkami. Na Dolnym Śląsku sytuacja wywołana koronawirusem, w porównaniu do innych części kraju, nie jest zbyt dobra, więc nie podejmowaliśmy gwałtownych ruchów. Na pewno będziemy wznawiać treningi i szykujemy się do tego, ale chcielibyśmy znać konkrety odnośnie ewentualnego powrotu do gry – zaznacza natomiast szkoleniowiec drużyny z Wałbrzycha, Kamil Jasiński. Dodaje, że zarówno on, jak i jego zawodniczki, chcieliby dograć sezon. – Wszystko zależy jednak od zasad, na jakich miałoby się to odbyć. Jeśli założenia byłyby takie, jak chociażby w męskiej Ekstraklasie, to jesteśmy chętni do gry. Przy tym oczywiście nikt z nas nie chciałby narażać zdrowia zawodniczek, swojego czy naszych rodzin – podkreśla Jasiński.

Nie mają gdzie mieszkać

Jak wygląda sytuacja w zespołach walczących o utrzymanie w lidze? Do pracy zespołowej nie wróciła dziesiąta aktualnie drużyna Ekstraligi, Mitech Żywiec. – Nasze zawodniczki pochodzą z różnych części Polski. Większość z nich rozjechała się do domów rodzinnych, gdzie trenuje indywidualnie. Nie możemy ściągnąć ich do Żywca na jeden czy dwa treningi, bo dostęp do boisk również jest teraz utrudniony. Problemem jest też to, że piłkarki nie mają, gdzie mieszkać, bo po zawieszeniu rozgrywek „zawieszone” zostały też ich mieszkania – zaznacza trener Maciej Wejner.

Szkoleniowiec Mitechu zauważa też, że sprawami koniecznymi do rozstrzygnięcia przy decyzji o ewentualnym powrocie rozgrywek byłyby kwestie piłkarek wypożyczonych z innych klubów oraz otwierającego się 30 czerwca okienka transferowego.

Na inne aspekty zwraca z kolei uwagę prezes zamykającego tabelę Rolnika Głogówek, Stanisław Dyja. – Chcemy grać, jesteśmy do tego przygotowani. Ale z odpowiednim zabezpieczeniem zawodniczek w kwestii możliwych kontuzji. Po tak długiej przerwie zbyt szybki powrót na boisko mógłby okazać się tragiczny w skutkach, a klubów nie stać na tak dobre ubezpieczenia – nie ukrywa szef beniaminka Ekstraligi. Piłkarki Rolnika również ćwiczą póki co indywidualnie. – W piątek mamy trening plus testy, żeby zobaczyć, jak dziewczyny są przygotowane. Liczyłem, że do tego czasu będzie wiadomo, czy kończymy sezon, czy nie. Nie wiemy, czy mamy przygotowywać się pod wznowienie rozgrywek, czy robić roztrenowanie, ani w której lidze będziemy grać w przyszłym sezonie. Mam nadzieję, że decyzja zapadnie jak najszybciej – kończy Stanisław Dyja.

Aneta Galek, Paula Duda

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności